W pewnym czasie mojego, krótkiego życia większość znajomych, których znam lepiej lub gorzej była właścicielami działalności gospodarczych. Mniejsze lub większe radziły sobie całkiem dobrze. Aż tu nagle, dowiaduję się, że Zbyszek zamknął firmę bo mu ?nie szło?, Krzysiek wyjechał do Anglii, a Zosia przeszła na etat. W stosunku rocznym z dwudziestu właścicieli firm, pozostała garstka. Pomyślałem, kryzys. Po czym spojrzałem na resztę kolegów i pomyślałem raz jeszcze z większym entuzjazmem, to nie kryzys to naturalna eliminacja.

Dzisiejszy wpis będzie wypełniony moimi, prywatnymi spostrzeżeniami, jeśli nie macie ochoty ich czytać lepiej szybko przejdźcie na inny wpis. Z doświadczenia jednak wiem, że takie życiowe prawdy są najlepszą przyjacielską radą. Lepszą niż słownikowe wymienianie, zrób tak bo, nie rób bo… Bo niby skąd pan piszący te rady wie, jak postępować, jeśli działalności gospodarczej nie poczuł własnym nosem?

Upadłeś? Powstań!

O tak, upadki to najczęstsza i naturalna przyczyna zamknięcia firmy. Wystarczy kilka niezapłaconych faktur, utrata dwóch większych klientów, by wbić własnoręcznie gwóźdź do trumny. Tylko prawdziwie mocne osobowości potrafią udźwignąć takie pasmo nieszczęść. W moim kręgu wychodzenie z kryzysu nie jest raczej preferowaną formą walki. Niestety, idzie się raczej na łatwiznę. Zawieszam działalność i szukam pracy. Nie chce mi się odbudowywać tego, o co walczyłem kilka lat. Przecież nigdy nie mam pewności, że podobny kryzys znowu nie powróci.

Co ja robię tuuuuu…

Chciałoby się odpowiedzieć, za Elektrycznymi gitarami: co ty tutaj robisz. O tak, wielu moich kolegów, którzy właścicielami firm byli, a już nie są, chyba sami nie wierzyli w to, gdzie aktualnie się znajdują i co robią. Ich firmy nie miały szans na przetrwanie już na samym początku swojej drogi. Dlaczego? Bo oprócz nazwy swojej firmy i umiejętności wystawiania faktury nie potrafili niczego, co mogłoby rzeczywiście wspomóc rozwój ich działalności.

Chcę więcej, za więcej

Rozwój firmy to etap długofalowy. Osoby, które ślepo wierzą w to, że już po kilku miesiącach zbiją interes życia, prawdopodobnie szybciej zamkną firmę niż go zarobią. Na sukces trzeba się niestety napracować. Wiem o tym doskonale, bo będąc właścicielem firmy też miałem gorsze i lepsze miesiące. Zanim moja sytuacja finansowa nieco się uspokoiła minęły dwa lata, a i tak nie jestem na takim etapie na jakim chciałbym być.

Amerykańskie pomysły w polskiej rzeczywistości

Firmy, których produkty i usługi nie są dopasowane do polskiej rzeczywistości ? kolejny błąd, który co śmieszniejsze pojawia się coraz częściej. Masz pomysł na firmę, dodajesz świetny pomysł. Będziesz sprzedawał deski windsurfingowe. Fajnie. Ale czy sprawdziłeś jakie zapotrzebowanie na tego typu sprzęt rzeczywiście odnotowuje łódzki rynek zbytu? No właśnie. Czasem wydaje nam się, że dobry produkt sam się obroni… Pamiętaj jednak, że to ty będziesz rycerzem na białym koniu, który będzie go musiał sprzedać. Jeśli okaże się, że Twoja zbroja nie jest aż tak odporna na urazy, popłyniesz ze swoim produktem na fali niepowodzeń (dobrze, że chociaż na desce, bo będzie wygodniej).

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.Required

Możesz użyć tych atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Może spodobają Ci się też te wpisy?